Łowy w Cieśninie Bosfor
„Bosfor! Bosfor! Bosfor! Twenty lira!”. Naganiacze z Cieśniny Bosfor wyglądają dość niepozornie w porównaniu ze swoimi kolegami po fachu z zachodnio-europejskich stolic. Ubrani w wełniane swetry i spodnie z idealnie zaprasowanym kantem, sprawiają wrażenie nietutejszych. Potrafią zapełnić statek wycieczkowy w dwadzieścia minut i to kilkanaście razy dziennie. Mają donośne, dudniące głosy i hipnotyzujące spojrzenie o mocy wyławiania klientów z tłumu, a potem przyciągania ich w kierunku atrakcji jak po sznurku. Nawet najbardziej oporni turyści, po krótkiej walce siedzą wygodnie na pokładzie.
Rejs po cieśninie kosztuje tyle, co duży kubek świeżo wyciskanego soku z granatu i trwa około dwóch godzin. Uważne oko od razu wyłapie różnice między azjatyckim i europejskim brzegiem. Z jednej strony nowoczesne budynki, wieżowce, hipsterskie kawiarnie, z drugiej tradycja i krajobraz zdominowany przez majestatyczne meczety. Stambuł to jedyna metropolia na świecie położona na dwóch kontynentach, ale nie tylko to czyni ją wyjątkową.
Łowy na Moście Galaty
„Fish! Fish! Fresh fish!”. Most Galaty, zwany także Nowym Mostem, ma długą, pełną zwrotów akcji historię (zresztą, jak i samo miasto), w której nie brakuje znanych nazwisk. Pierwsze plany budowli stworzył sam Leonardo da Vinci. Nie wiadomo kiedy dokładnie pojawili się tu pierwsi wędkarze.
Dziś to oni rządzą na Moście Galaty. Turyści po prostu muszą uwiecznić Złoty Róg z perspektywy wędki (Złoty Róg – wąska zatoka Bosforu).
Poławiaczom w niczym nie przeszkadzają hałas ulicy, chodnikowy gwar, wszędobylskie aparaty, tablety czy smartfony na kijach. Łowią, odkąd pamiętają. Mają podzielną uwagę i są nad wyraz obrotni: wędka, marketing, sprzedaż. Każdy chce przecież zarobić, a tutaj konkurencja nie śpi, tylko łowi – od rana do wieczora.
W Stambule jest jeszcze kilka mostów, np. Most Selima Groźnego – imponująca wisząca konstrukcja o długości ponad 2 km oraz Most Bosforski, przez który przejeżdża dziennie ok. 180 tys. samochodów. Jednak to Most Galaty jest najbardziej rozpoznawalny, głównie dzięki wędkarzom.
Uliczne łowy nocą
„Kedi! Kedi! Kedi!”. Podczas gdy naganiacze łowią turystów, a wędkarze polują na ryby na Moście Galaty, czworonożni mieszkańcy Stambułu ładują baterie przed nocną zmianą. Koty (po turecku kedi) zajmują szczególne miejsce w przestrzeni miejskiej Stambułu. Są wszędzie: na ladach w sklepikach, w restauracjach, na ławkach, w parkach, przed meczetami, na dachach samochodów, na siedzeniach skuterów.
Wydawać by się mogło, że futrzaki mają tu jak w raju. Przed złym traktowaniem chroni je islam. Nie wolno kotów bić ani nimi handlować. Niestety każdy raj ma też ciemne strony, które trzeba chcieć dojrzeć. Te święte dla muzułmanów zwierzęta mogą pomarzyć o fachowej opiece czy szczepieniach. Często chorują i znikają, a na ich miejsce szybko pojawiają się następne.
Łowy na bazarze
„Very good price for you”. Grand Bazar to największy i najstarszy kryty targ na świecie. Na powierzchni 30 hektarów znajduje się ponad 3500 sklepów. Do tego kawiarnie, restauracje oraz dwa meczety. Niektórzy omijają to miejsce szerokim łukiem, ale nie prawdziwi łowcy okazji. Ci przybywają na bazar tłumnie. Buszują po stoiskach z przyprawami, daktylami, herbatami, biżuterią, tkaninami, ceramiką, ze wszystkim. Mówi się, że targowisko może odwiedzać do 400 tys. dziennie. Grand Bazar kilka razy odnawiano i powiększano. Do XIX w. odbywał się tu także handel niewolnikami.
Zakupy w Turcji to proces, w którym najważniejsze jest oczywiście targowanie. Tureccy sprzedawcy mają to we krwi. Na początku zawsze rzucają cenę zaporową. Kiedy złowią godnego przeciwnika, łatwo nie odpuszczają.
Stambuł warto odwiedzić nie tylko dla kuchni, meczetów i wilgotnego powietrza znad cieśniny Bosfor. Nigdzie nie łowi się tak dobrze, jak tu.
Tekst powstał w 2020 roku. Zdjęcia wykonane moim ulubionym aparatem analogowym Minox 35 GL.