Na pierwszy rzut oka, Chinatown w San Francisco, to stragany pełne egzotycznych owoców, przypraw i suszonych ryb. Kiedy jednak zagłębimy się w historię tego miejsca, dostrzeżemy świadectwo uporu i walki o przetrwanie chińskiej diaspory w obcym, nie zawsze przyjaznym środowisku. Cofnijmy się do 1848 r., kiedy amerykański cieśla James W. Marshall odkrywa złoto w młynie Suttera u podnóża majestatycznych gór Sierra Nevada. Takie wieści szybko się rozchodzą.
Poszukiwacze złota ściągają tu nie tylko z całego stanu, czy kraju, ale też z innych stron świata, w tym z dalekich Chin. Pierwsi Chińczycy osiedlają się w San Francisco, w obrębie dzisiejszej Grant Avenue, gdzie stawiają sklepy, świątynie, herbaciarnie, domy towarowe, palarnie opium. Miasteczko szybko się rozrasta. Chinatown chętnie odwiedzają lokalsi, dla których wszystko jest tu inne, ciekawe, intrygujące i tanie! Szybko zaczynają ściągać Azjatów do pracy, której sami nie chcą wykonywać, np. przy budowie kolei, w pralniach, czy w restauracjach. Nie trzeba mieć bujnej wyobraźni, żeby zobaczyć ten ogromny wyzysk, krew i pot. Ale będzie jeszcze gorzej.
Przewińmy taśmę do 1906 r. San Francisco nawiedza potężne trzęsienie ziemi, które zabiera praktycznie całe Chinatown. Po wszystkim, włodarze San Francisco będą chcieli przesiedlić chińską diasporę w zupełnie inne miejsce. Ta decyzja nie spodoba się chińskim kupcom, ale władze miasta będą robić wszystko, żeby dopiąć swego. Na szczęście chińscy przedsiębiorcy z Look Tin Eli na czele, wezmą się na sposób. Zaproponują władzom, że do odbudowy miasteczka zatrudnią amerykańskich architektów (m.in. T. Patersona Rossa i Charlesa Paffa). Ci zaprojektują budynki w zachodnim, orientalizowanym stylu, które będą przyciągać turystów. I to będzie strzał w dziesiątkę!
Dziś trudno byłoby sobie wyobrazić San Francisco bez Dragon Gate, Sing Chong Building, Kong Chow…